[phpBB Debug] PHP Warning: in file [ROOT]/includes/bbcode.php on line 483: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Warning: in file [ROOT]/includes/bbcode.php on line 483: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Warning: in file [ROOT]/includes/bbcode.php on line 483: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Warning: in file [ROOT]/includes/bbcode.php on line 483: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Warning: in file [ROOT]/includes/bbcode.php on line 483: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Warning: in file [ROOT]/includes/bbcode.php on line 483: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Warning: in file [ROOT]/includes/bbcode.php on line 483: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Warning: in file [ROOT]/includes/bbcode.php on line 483: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Warning: in file [ROOT]/includes/bbcode.php on line 483: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Warning: in file [ROOT]/includes/bbcode.php on line 483: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Warning: in file [ROOT]/includes/bbcode.php on line 483: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Warning: in file [ROOT]/includes/bbcode.php on line 483: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Warning: in file [ROOT]/includes/bbcode.php on line 483: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Warning: in file [ROOT]/includes/bbcode.php on line 483: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Warning: in file [ROOT]/includes/bbcode.php on line 483: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Warning: in file [ROOT]/includes/bbcode.php on line 483: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Warning: in file [ROOT]/includes/bbcode.php on line 483: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Warning: in file [ROOT]/includes/bbcode.php on line 483: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Warning: in file [ROOT]/includes/bbcode.php on line 483: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Warning: in file [ROOT]/includes/bbcode.php on line 483: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Warning: in file [ROOT]/includes/bbcode.php on line 483: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Warning: in file [ROOT]/includes/bbcode.php on line 483: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Warning: in file [ROOT]/includes/bbcode.php on line 483: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Warning: in file [ROOT]/includes/bbcode.php on line 483: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Warning: in file [ROOT]/includes/bbcode.php on line 483: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Warning: in file [ROOT]/includes/bbcode.php on line 483: preg_replace(): The /e modifier is no longer supported, use preg_replace_callback instead
[phpBB Debug] PHP Warning: in file [ROOT]/includes/functions.php on line 4776: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at [ROOT]/includes/functions.php:3887)
[phpBB Debug] PHP Warning: in file [ROOT]/includes/functions.php on line 4778: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at [ROOT]/includes/functions.php:3887)
[phpBB Debug] PHP Warning: in file [ROOT]/includes/functions.php on line 4779: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at [ROOT]/includes/functions.php:3887)
[phpBB Debug] PHP Warning: in file [ROOT]/includes/functions.php on line 4780: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at [ROOT]/includes/functions.php:3887)
FORUM SPECOPS • Zobacz wątek - Polacy są "agresywni w defensywie"
./index.php?sid=afbb299a36b64ea3d95b2f478fd1c857CSIPS




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 1 ] 
Autor Wiadomość
PostNapisane: piątek, 11 marca 2011, 00:17 
Offline
ppłk.
ppłk.
Avatar użytkownika

Dołączył(a): piątek, 30 grudnia 2005, 17:37
Posty: 1050
Lokalizacja: daleko od ukochanej
http://konflikty.wp.pl/kat,1020347,titl ... caid=1bec9

Jesteśmy "agresywni w defensywie" a ofensywni w działaniach informacyjnych - mówi dowódca polskiego kontyngentu w Afganistanie gen. Andrzej Reudowicz. Generał odpowiada na trudne pytania o współpracy z Amerykanami, walce z talibami oraz planach wycofania polskich wojsk z Afganistanu.

POLSKA ZBROJNA: Niedawno wiele mówiło się o negatywnych ocenach naszego pobytu w Afganistanie. Mam na myśli dyskusje po krytycznym artykule w tygodniku "Time" i po wypowiedziach przedstawiciela lokalnej władzy w Ghazni opublikowanych w polskich mediach. Czy dziś, na chłodno, podtrzymuje Pan przekonanie, że nie zasłużyliśmy na te oceny?

Gen. Andrzej Reudowicz: Po tych publikacjach Amerykanie przynosili mi artykuły z "New York Times" sprzed dwóch lat, które opisywały sytuację w Ghazni. Te teksty są dostępne, można więc sprawdzić, że zanim przejęliśmy odpowiedzialność za prowincję, nie było tu różowo. To, że brakowało sił koalicyjnych w całym Afganistanie, dostrzegł prezydent Barack Obama, dostrzegł to także nasz rząd, który zdecydował o zwiększeniu kontyngentu. Dziś w dystrykcie Andar i Deh Yak, gdzie stacjonuje amerykański Task Force Iron, jest tysiąc amerykańskich żołnierzy pod moim dowództwem, a zanim oni tam przyjechali, było tylko stu naszych. Tysiąc a sto - to duża różnica, tego nikt nie kryje. Dzięki temu wzmocnieniu my, Polacy, możemy się skupiać na innych dystryktach, gdzie przesunęliśmy nasze siły, gdzie jesteśmy częściej i dzięki temu możemy szybciej wpływać na zmianę sytuacji. A ta w Andarze dzięki Amerykanom poprawiła się zdecydowanie, choć dystrykt ten wciąż jest oceniany jako niebezpieczny. Nie znaczy to, że coś zawaliliśmy, ale że plan zwiększenia w prowincji Ghazni liczby żołnierzy okazał się trafiony.

I jak się Panu układa współpraca z nimi po tych artykułach?

- Moja współpraca z Davidem Fivecoatem, dowódcą Irona, była bardzo dobra. Prowadziliśmy wymianę naszych dowódców. U nich byli żołnierze z grup bojowych Alfa i Bravo, a żołnierze z Task Force Iron działali z żołnierzami z Alfy. Między sojusznikami zawsze są jakieś różnice, dlatego lepiej się współpracuje, gdy się ludzie wzajemnie poznają. Nam udało się pokonać uprzedzenia. Pobyt Amerykanów u nas też ich przekonał do Polaków. Zobaczyli na własne oczy, że nie mamy się czego wstydzić. Może działamy mniej agresywnie w pewnych sytuacjach, ale takimi zasadami się kierujemy. Tłumaczę, że jesteśmy ofensywni w działaniach informacyjnych, a w defensywie agresywni. To znaczy, że zaatakowani możemy działać bardzo zdecydowanie. Amerykanie mają zbliżone zasady użycia broni, ale działają trochę inaczej, są bardziej agresywni w akcjach zaczepnych.

Jeden z Pana podwładnych ocenia, że krytyka naszych działań ma związek z aspiracjami Amerykanów do przejęcia odpowiedzialności za całą prowincję Ghazni.

- Jesteśmy świetni w tworzeniu teorii spiskowych. Pomysły, że Amerykanie podkupują nam cele, że to my przygotowujemy plany operacji, które trafiają do akceptacji do Dowództwa Wojsk Specjalnych i nie są tam zatwierdzane, a za dwa dni Amerykanie wykonują akcje na ich podstawie, są bzdurą. Nie ma takiej możliwości, bo to ja odpowiadam za całą prowincję i każdy, kto chce tu przeprowadzić jakąś operację, powinien ją ze mną uzgodnić. Czyli to sojusznicy muszą mi przedstawić dokumenty, które będą wskazywały, jaki obiekt będą rozpracowywać oraz w jaki sposób. I to ja stwierdzam, czy cel, który wybrali, jest dla nas, Polaków, ważny, czy nie. Robię to między innymi przez oficera łącznikowego polskich Wojsk Specjalnych.

A jeśli obiekt jest poza obszarem naszego zainteresowania...

- Wszystkie obiekty nas interesują, natomiast nie w przypadku każdego mamy gotowe plany. W takiej sytuacji mogę wyrazić zgodę na daną akcję. Jeśli jednak mamy jakieś zamiary wobec tego obiektu, to my zaczynamy działania. To, że Amerykanie lub ktoś inny robi coś za naszymi plecami, jest wymyślone.

Czyli z twierdzeniem, że tracimy inicjatywę w Ghazni, też się Pan nie zgodzi?

- W ogóle nie rozumiem tego pojęcia. Amerykanie są w dwóch dystryktach, my w pozostałych, ale to oni stanowią część TF White Eagle - sił zadaniowych dowodzonych przez polskiego generała. Jednym z problemów w naszych działaniach, które dostrzegliśmy jeszcze w kraju, jest to, że nie możemy być wszędzie, to znaczy we wszystkich dystryktach, z jednakową intensywnością. Dowództwo ISAF określiło tak zwane dystrykty kluczowe, czyli te, na których powinna być skupiona działalność sił koalicji. W naszym rejonie odpowiedzialności jest osiem takich dystryktów, a oprócz nich jeszcze dwa szczególnego zainteresowania - czyli około połowy wszystkich dystryktów w prowincji. Ale i tak oceniliśmy, że będziemy w stanie zmienić sytuację w sześciu z ośmiu kluczowych rejonów. Plany zakładały również, że Amerykanie przejmą od nas cztery dystrykty. Po przybyciu batalionu amerykańskiego w rejon rozmieszczenia ocenili jednak, że są w stanie skutecznie działać tylko w dwóch. Oni też wiedzą, że nie mogą być wszędzie, dlatego wybrali dwa dystrykty, by na nich się skupić i od tego rozpocząć zmiany. Dzięki temu żołnierzy w Deh Yak i Andar jest stosunkowo najwięcej. Wykonują zadania pod moim dowództwem, i robią to dobrze.

Teraz mają dwa dystrykty. Czy będą mieć więcej?

- Trwają prace nad nowym podziałem rejonu odpowiedzialności i mam nadzieję, że uda się nam dodatkowo przekazać im w miarę szybko Giro, a następnie również Ab Band. Z różnych rozważanych wariantów ten pierwotny wydaje się być najlepszy i jest zresztą przeze mnie preferowany.

Nadzieję?

- Ja też zdaję sobie sprawę, jakimi siłami dysponuję. Nie chcę się koncentrować na wszystkich dystryktach, lecz skupić siły na sześciu: Deh Yak, Andar, Ghazni, Waghaz, Qarabagh i Muqur. Tam planujemy zwiększyć naszą obecność i wpływać na zmianę sytuacji. Liczba żołnierzy ma proste przełożenie na szybkość zmian, jakie tam zachodzą. W Deh Yak i Andar mam tysiąc Amerykanów, a w Ghazni i Waghaz, czyli w strefie oddziaływania mojej grupy Alfa, jest ponad pięciuset Polaków - akurat oni mają dodatkowe zadania w dystrykcie Adżrestan, dokąd muszą dojeżdżać. W rejonie odpowiedzialności zgrupowania bojowego Bravo dysponuję ponad sześciuset żołnierzami. Chcę, aby skupiali się na dystryktach Qarabagh i Muqur, tak aby poszerzać strefę bezpieczeństwa od miasta Ghazni w kierunku południowo-zachodnim. Musimy jednak pamiętać, że tych sześciuset żołnierzy stacjonuje w trzech bazach, z których dwie, Warrior i Giro, znajdują się poza rejonem wymienionych przeze mnie wcześniej dystryktów. Jak widać, polskich żołnierzy jest w nich stosunkowo mniej niż amerykańskich w ich strefach odpowiedzialności. Wiem o tym, ale nikt nam z tego powodu wyrzutów nie robi. Jesteśmy bowiem tak samo aktywni jak Amerykanie i wykonujemy taką samą pracę.

A co z dystryktem Nawa? Jest w obszarze naszej odpowiedzialności, a nie ma tam ani nas, ani Amerykanów. Są za to rebelianci, którzy z tych terenów przedostają się do innych dystryktów Ghazni.

- Nawa nie jest jedynym dystryktem, w którym nie ma wojsk koalicji. Nie ma ich też w Jaghuri, Jaghatu, Malistanie, Zana Khan czy Rashidanie. Nie ma nas w wielu miejscach. Musimy skupiać się na kluczowych dystryktach, a Nawa do nich nie należy. Jeżeli będziemy mieli odpowiednie siły, to się tam udamy, ale teraz nie jestem tym zainteresowany. To by rozpraszało nasze wysiłki. Nawa pozostaje w sferze zainteresowania sił specjalnych. Na razie nie zamierzamy tam wchodzić z konwencjonalnymi wojskami. Jeśli opanujemy sytuację w innych częściach prowincji, być może któryś z moich następców będzie miał okazję tam pojechać z naszymi żołnierzami. Teraz staramy się zmieniać nastawienie ludzi do nas, wspierać administrację, żeby coraz sprawniej działała. To robimy w dystryktach, za które odpowiadamy.

To może nasz kontyngent powinien być większy?

- Pewnie. Ja też bym sobie życzył, aby było nas więcej. Najlepiej zaś, abym po zakończeniu tej misji tak zmienił świat, żebyśmy tu już nie przyjeżdżali. Nie chciałbym, żeby za trzy, cztery lata 10 Brygada Kawalerii Pancernej musiała tu wracać.

Minister obrony Bogdan Klich zapowiedział, że w tym roku zmieni się charakter naszej misji w Afganistanie. Czy nastąpi to jeszcze podczas Pana zmiany?

- Jestem teraz w Afganistanie i zajmuję się tym, co jest tu. Nic mi nie wiadomo, żeby jakieś zmiany miały mnie dotyczyć. Mój następca, generał brygady Sławomir Wojciechowski, też nie dostrzega większych zmian dotyczących charakteru misji.

W Polsce coraz częściej mówi się o zakończeniu naszej misji w Afganistanie, a tymczasem tu, na miejscu, nic tego końca nie zapowiada. Przeciwnie, baza w Ghazni będzie znacząco powiększona, zostanie wybudowany pas startowy dla naszych samolotów C-295M. Chcemy się wycofać, a jednocześnie stawiamy kolejne umocnienia?

- Wycofanie wojsk to decyzja polityczna. Dla mnie jest ważne, że tu nie ma lotniska, które jest nam potrzebne. A ono nie musi być tylko obiektem militarnym. W 2013 roku Ghazni będzie światową stolicą islamu i pod tym kątem należy też patrzeć - jeśli my tu coś wybudujemy, później może to służyć celom cywilnym.

Weszły w życie nowe zasady użycia broni. Wcześniej w Polsce wiele mówiło się o problemach z tym związanych. O tym, że po sprawie Nangar Khel żołnierze boją się strzelać, bo grozić im może za to prokurator. Czy teraz coś się zmieniło?

- Jest to kwestia wyłącznie interpretacji. Moim zdaniem, nowe przepisy niewiele zmieniają jeśli chodzi o nasze działanie, ale może dla prokuratorów mają większe znaczenie. Nadal możemy użyć broni, gdy jesteśmy atakowani. Pozytywna identyfikacja celu obowiązuje nas tak samo teraz, jak wcześniej. To znaczy, jeśli ktoś przejawia wrogi zamiar, trzeba użyć siły. Ale nie przyjechaliśmy tu zabijać. Nie to jest naszym celem. Nowe przepisy mogą jednak mieć pewne znaczenie także dla nas, bo łatwiej nam przekonać niektórych żołnierzy do działania, jeśli nie ma obaw o niejasne interpretacje prawne. Choć już wcześniej staraliśmy się im wyjaśniać, kiedy mogą broni użyć i co jest zapisane na ten temat w prawie międzynarodowym, nowe przepisy mogą rozwiać resztki wątpliwości.

Czy sposób naszego działania w Afganistanie znacząco odbiega od amerykańskiego?

- Jesteśmy brygadą, która nie ma ograniczeń narodowych, czyli powinniśmy wykonywać wszystkie niezbędne operacje. Tego wymaga ode mnie mój amerykański dowódca - żebyśmy działali jak inne brygady amerykańskie w Afganistanie. Wie on jednak także, że nie mamy takich możliwości jak Amerykanie, dlatego jesteśmy wspierani ich sprzętem i żołnierzami. Nasz sposób postrzegania problemów tego kraju nie różni się natomiast od tego, jak widzą je Amerykanie. Działamy tak, że nie musimy mieć powodów do kompleksów, co oni sami potwierdzają.

Traktują nas tak samo jak innych sojuszników?

- Jesteśmy tu razem. Nasze śmigłowce na co dzień wspierają działania żołnierzy amerykańskich, tak samo jak ich śmigłowce i samoloty pomagają nam, jeśli trzeba. Ta współpraca jest dobra, sprawdzałem to wielokrotnie. Jeśli chodzi o wykorzystanie przez nas amerykańskich śmigłowców bojowych i transportowych, jesteśmy traktowani na równi z innymi koalicjantami. Podobnie jest ze środkami rozpoznawczymi - mamy taki sam przydział.

A co z przydziałem amerykańskich pieniędzy na projekty pomocowe prowadzone przez nasz kontyngent?

- Zarzut, że nie możemy korzystać z amerykańskich funduszy, jest nieprawdziwy. Oczywiście możemy, ale musimy umieć to robić. Mój zastępca w Task Force White Eagle pułkownik Albert Cox ma uprawnienia do tego, by zatwierdzać pewne kwoty na projekty, które my prowadzimy. Umowa jest taka, by nie tracić pieniędzy, tylko wydawać je w pożytecznych celach. I to działa. Nasze wydatki z tej puli są dziś trzydziestokrotnie większe niż na początku zmiany.

Koalicjanci z NATO to niejedyne wojska, z którymi współpracujemy, a z punktu widzenia przyszłego bezpieczeństwa Afganistanu chyba też nie najważniejsze. Za to bezpieczeństwo już niedługo - choć termin nie jest ustalony - mają odpowiadać tutejsza armia i policja. Jak Pan ocenia ich możliwości przejęcia naszych zadań?

- Siły afgańskie rozbudowują się i są coraz lepsze. To, co było problemem, gdy tu przyjechałem, czyli trudności z partnerstwem i kooperacją z drugim kandakiem w Muqurze, rozwiązałem wspólnie z jego dowódcą. Sytuacja poprawiła się na tyle, że to oni powoli przejmują tam przywództwo, planują i prowadzą akcje. Nasz udział ogranicza się do wspierania ich działań. Właśnie do tego zmierzamy: żeby to Afgańczycy wykazywali większą aktywność. Zaskoczyło mnie, że mają dobrych, odważnych żołnierzy, którzy nie boją się działać. Problemem jest dla nich logistyka. To po części wina koalicjantów, czyli też nasza.

Dlaczego?

- Łatwiej było rozwiązywać ich problemy logistyczne, dając im nasze środki materiałowe. Afgański system logistyczny istniał do tej pory tylko na papierze i nikt nie chciał go sprawdzić w działaniu. Teraz próbujemy to zmieniać.

Jak to robicie?

- Do tej pory szkoliliśmy afgańskie siły operacyjne, uczyliśmy walczyć, strzelać, biegać, a zapomnieliśmy, że armia to także logistyka. Ich wojsko prezentuje inny poziom kultury technicznej – mają mnóstwo pojazdów, ale bez przeszkolonych mechaników, nie mają także stacji i narzędzi naprawczych. Jak do tego dołożymy inne środki materiałowe, jak paliwo czy amunicja, to wychodzi, że oni nad tym nie panują. Rozwiązywaliśmy ich problemy, korzystając z naszych zasobów, a to ich rozleniwiło. Dlatego dziś nie jesteśmy już dobrym wujkiem. Mówimy im: macie swój system zaopatrzenia i my możemy wam pomóc tylko w wyjątkowych sytuacjach. Nie ma możliwości, żebyście czerpali z naszych środków. Armia afgańska ma takie w posiadaniu, więc jeśli chcecie z nich skorzystać, na przykład ze śmigłowców - złóżcie zapotrzebowanie. Jeśli ich nie dostaną, sprawdzamy dlaczego. Teraz wiedzą, że polskie śmigłowce nie są do tego, by przewozić ich ludzi: szefa policji czy innego dowódcę. Możemy latać razem tylko wtedy, gdy mamy wspólne cele.

Czy ich siły bezpieczeństwa mają realny kontakt z problemami tego kraju, czy istnieją same dla siebie?

- Zmierzamy do tego, żeby były tu obecne na stałe. To musi się udać. Już są efekty. Do niedawna problem polskiej armii, ale też afgańskiej, stanowiło życie w bazach. Przywykliśmy do tego, ale to był błąd. Sytuacja w prowincji zmieniała się zbyt wolno. Trzeba było wyjść do ludzi. I ja to mówię afgańskim żołnierzom - nie jesteśmy tu, by im budować kolejne bazy, w których tylko będą siedzieć. Powtarzamy im jak mantrę: musicie wyjść i zacząć rozmawiać z ludźmi, pytać, jak im się żyje, czy coś się u nich zmienia, czy nie, przypominać, że jest tu lokalna władza, która powinna rozwiązywać ich problemy. My staramy się stworzyć taką sytuację, w której ta władza będzie mogła bezpiecznie działać. Jej przedstawicieli zabieramy do wiosek, by mogli się poznać z mieszkańcami. Żeby władza znała problemy obywateli i zaczęła je rozwiązywać. To samo muszą robić siły afgańskie.

Nasz patrol miał zabrać do jednej z wiosek afgańskich policjantów. Wspólny wyjazd był wcześniej ustalony. Gdy jednak przyjechaliśmy pod posterunek, Afgańczycy stwierdzili, że nigdzie nie pojadą. Nie chcieli nawet z nami rozmawiać. Nie wpuścili dowódcy plutonu, gdy próbował wyjaśnić przyczyny ich zachowania. To tak wygląda współpraca?

- Tak jak w polskiej armii są lepsi i gorsi żołnierze, tak i tu. Wojsku bliżej do wojska niż do policji. Ale są tu nasi żandarmi, którzy współpracują z policjantami. Musimy to robić, bo wymaga tego od nas tutejsze prawo. Zdarza się, że czasami coś nie zagra, ale nie wynika to z ich niechęci, tylko z niewłaściwego obiegu informacji. Takie problemy staramy się rozwiązywać. Moje ustalenia z szefem policji są proste. Jego podwładni uczestniczą w akcjach już od poziomu planowania do realizacji. I to się coraz częściej udaje. Powoli staramy się rozpędzić tę lokomotywę i mamy nadzieję, że nasza kolejna zmiana będzie ze współpracy z policją zadowolona.

Co jest dziś kluczem do sukcesu: czy operacje z użyciem siły, czysto militarne, nasze, pozostałych koalicjantów i samych Afgańczyków, czy większy nacisk trzeba kłaść na działania pomocowe, które starają się prowadzić kontyngenty stacjonujące w tym kraju?

- Gubernator Ghazni, z którym ściśle współpracujemy, twierdzi, że mamy tu walkę na trzech frontach. Pierwsza toczy się o edukację, z powszechnym w Afganistanie analfabetyzmem. Druga to walka z bezrobociem. Musimy mieć takie projekty pomocowe, które pozwolą Afgańczykom otrzymać pracę. Jeżeli na tych dwóch frontach wygramy, to będziemy mieć tu o dwie trzecie rebeliantów mniej. Fizyczna walka z przeciwnikiem jest trzecim frontem. Ja się z tym poglądem gubernatora zgadzam. Jeżeli trafimy do ludzi z przekazem, że Koran nie nawołuje do zabijania, i jeżeli damy im możliwość utrzymania rodziny, to nie będą pomagali talibom. Teraz wielu z tych, którzy podkładają bomby, robi to, by zarobić i móc za to przeżyć. Dziś sytuacja wciąż jest taka, że przyjeżdża trzech uzbrojonych panów na motorze, terroryzuje wioskę, opowiada ludziom różne historie na nasz temat i naszej religii. Później ci boją się z nami współpracować. Dużo rozmawiam o tym z gubernatorem. On wie, z czego to wynika, i dlatego planuje prowadzić w Ghazni audycje radiowe. Jako człowiek bardzo religijny chce mówić o nauce Koranu, ale też o pracy dla pokoju.

Przedstawia Pan gubernatora Musę Khana jako ważnego sprzymierzeńca. To postać nieznana szerzej w naszym kraju. Gdy przyjmował ten urząd, nawet specjaliści w naszym resorcie obrony nie wiedzieli, czego się po nim spodziewać. Co można o nim powiedzieć dziś?

- To człowiek oddany sprawie. Panuje przekonanie, że w biednych krajach po władzę sięga się dla pieniędzy. Nasz gubernator jest bogaty i jednocześnie bardzo religijny. To, że chce sprawować tu władzę, wynika z jego przekonań, bo jako muzułmanin uważa, że powinien pomagać biedniejszym i słabszym. On sam o sobie opowiada, że Gulbuddin Hekmatjar, były premier Afganistanu, fundamentalista muzułmański i jeden z naszych głównych przeciwników, był kiedyś jego przełożonym. Współpracowali w czasach Mudżahedinów. Dziś Musa Khan ma inne poglądy. Dlatego staramy się wspierać jego władzę i pomysły, bo w naszej ocenie są słuszne.

A jak sobie radzimy z reintegracją dowódców i bojowników talibskich, zachęcaniem ich, by przechodzili na stronę rządową?

- Właśnie dzięki gubernatorowi z taką przeszłością możemy ocenić, że w Ghazni jesteśmy najlepsi, jeśli chodzi o procesy pokojowe. Czasami wydaje mi się nawet, że nasz gubernator jest pierwszym skutecznie reintegrowanym. Reintegracja to trudny proces. Nie ma statystyk, gdzie w Afganistanie powiodła się bardziej, a gdzie mniej. Z rozmów z innymi dowódcami wnioskuję, że możemy odnotować większe sukcesy w tej kwestii niż kontyngenty w innych częściach kraju. Gubernator jest w ten proces poważnie zaangażowany, organizuje wiele spotkań ze starszyzną wiosek i talibami. Robi to nie tylko w biurze w Ghazni, ale też w innych dystryktach prowincji. Ostatnio był na takim spotkaniu w Jaghorii. Tam po rozmowie z gubernatorem jeden z byłych komendantów polowych, zaangażowany w handel z talibami i prowadzący działania przeciwko afgańskiej policji i armii, przeszedł na naszą stronę. Mówię "naszą", bo identyfikuję się z legalną władzą w Afganistanie.

Jak przyjmuje nas ludność prowincji, po czyjej jest stronie?

- Jeden ze sposobów oceny sytuacji stanowi sprawdzenie, czy ludność jest zastraszana przez talibów, czy nie. Jeśli tak, to najczęściej oznacza, że talibowie potrafią tam utrzymywać wpływy, a zwykli ludzie starają się po prostu przeżyć. Przyłączą się do tych, którzy są silniejsi. Ja się im nie dziwię. My za współpracę czy udzielenie talibom schronienia ich nie zabijemy. Talibowie natomiast mogą to zrobić nawet dlatego, że ktoś przyjął naszą pomoc. Musimy się z tym liczyć. Nastawienie do nas zmienia się powoli, ale mam wrażenie, że na lepsze. Były wioski, w których nikt nie chciał nas widzieć, nie mówiąc już o rozmowie. Teraz częściej pojawia się zrozumienie. Ci, którzy do tej pory byli wobec nas wrogo nastawieni, starają się być obojętni. Obojętni zaś dziś potrafią okazywać sympatię.

Nie można tych zmian przyspieszyć?

- Oczekujemy większych zmian w lutym i w marcu, gdy umieścimy naszych żołnierzy w centrach dystryktów. To poprawi bezpieczeństwo i zapewni większą swobodę działania lokalnej władzy. Musimy ocenić, czy taki sam krok zrobić jednocześnie we wszystkich dystryktach, czy działać stopniowo. Liczymy się z tym, że na początku może to spowodować nasilenie działań nękających ze strony talibów, bo nie spodoba im się raczej, że ochraniamy siedziby władz i dajemy im wsparcie. Ale właśnie od tego podstawowego poziomu bezpieczeństwa chcemy zacząć.

Kiedy będziemy mogli powiedzieć, że Afganistan jest bezpieczniejszy?

- Gdy zaczniemy edukować ludzi, gdy młodzi Afgańczycy zaczną patrzeć inaczej na świat, to zmiany nastąpią. One już się zaczęły. My tu w Ghazni oglądamy Afganistan przez pryzmat sprawy pasztuńskiej, co nie nastraja jeszcze zbyt optymistycznie. Na zachodzie i północy Afganistanu, w spokojniejszych rejonach, jest jednak inaczej. Tam też, jak w każdym innym kraju, także europejskim, może dochodzić do zamachów terrorystycznych, ale zmiany w społeczeństwie są nieodwracalne. Na pograniczu afgańsko-pakistańskim trzeba na nie czekać jeszcze wiele lat. To nie jest państwo otoczone murem i wielki wpływ na sytuację w całym regionie wschodnim ma sytuacja w Pakistanie. My te problemy dostrzegamy i mam nadzieję, że przy zaangażowaniu takim jak teraz - i ze strony gubernatora, i moich następców - poprawa może nastąpić za dwa lata. O całkowitym spokoju w Ghazni będzie można mówić dopiero wtedy, gdy Pakistan rozwiąże własne problemy.

Rozmawiał Krzysztof Kowalczyk dla "Polski Zbrojnej"

Generał brygady Andrzej Reudowicz

Na co dzień dowodzi 10 Brygadą Kawalerii Pancernej w Świętoszowie. Obecnie, podczas VIII zmiany Polskiego Kontyngentu w Afganistanie, jest dowódcą Task Force White Eagle, polsko-amerykańskich sił zadaniowych w tym kraju, które odpowiadają za bezpieczeństwo w prowincji Ghazni. Absolwent Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Zmechanizowanych oraz Akademii Obrony Narodowej. Pełnił służbę między innymi jako szef Oddziału Operacyjnego Zarządu Operacji Lądowych w Dowództwie Wojsk Lądowych, asystent dowódcy Wielonarodowej Dywizji w Polskim Kontyngencie Wojskowym w Iraku, zastępca dowódcy 15 Brygady Zmechanizowanej, zastępca dowódcy 13 Brygady Zmechanizowanej i dowódca batalionu piechoty w 33 Pułku Zmechanizowanym. Jest żonaty, ma dwóch synów.

_________________
"When the hour of crysis finally arrives, remember that 40 selected men can shake the world..."
Yasotay


Góra
 Zobacz profil  
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 1 ] 


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
cron
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL